ROK: 2014

MIESIĄC: grudzień

TEMPERATURA: skandalicznie niska

Siedzę na kanapie, jem karmelową bezę z Mini Europy i staram się nie ubrudzić klawiatury komputera. Przeżyła już wiele, nawet szalone domówki we Włoszech… ale boję się, że pewnego dnia zakleję ją na przysłowiowy „amen’ i nic nie da się z nią zrobić.

Przeglądam Facebooka i przypadkiem trafiam na jedno ogłoszenie o współpracę.

Nie czytam go uważnie, bo w zasadzie dwa słowa wystarczyły abym wysłała swoje portfolio.

Jakie słowa?

PRACA ZDALNA.

W 2014 roku freelance dopiero zaczynał być popularny, a praca zdalna nieśmiało wkraczała na salony.

Zasady budowania biznesów online nie były powszechnie znane i większość (w tym ja) działała na tak zwanego „czuja”.

TYDZIEŃ PÓŹNIEJ.

DZIEŃ: piątek

POZIOM MOJEJ MOTYWACJI: bez komentarza

Pamiętam bardzo dokładnie, że stałam w przymierzalni Intimissimi i starałam się wbić w super niewygodny, ale super kuszący gorset. Kiedy prawie się udało – zadzwonił telefon.

Miałam kilka procent baterii i szczerze mówiąc nie chciałam się odrywać od zajmującej mnie czynności, ale w końcu odebrałam.

W słuchawce usłyszałam męski głos, który z południowym akcentem mówił do mnie po angielsku.

Wspomniał z uznaniem, że widział moje portfolio i zaprosił na dalszy etap rekrutacji.

Ucieszyłam się i z teatralnym żalem (tak naprawdę chciałam w końcu ubrać się w to koronkowe cholerstwo) poinformowałam mojego rozmówcę, że muszę kończyć, bo zaraz padnie mi telefon, a ja zadzwonię do niego w poniedziałek.

Finalnie w gorset się nie wbiłam, ale samo zakładanie go na pewno pozwoliło mi spalić chociaż jedną karmelową bezę z Mini Europy.

PO WEEKENDZIE.

DZIEŃ: poniedziałek

POZIOM ZRELAKSOWANIA: wysoki

CHĘĆ NA ROZMOWĘ  TELEFONICZNĄ: brak

Zanim napiszę cokolwiek więcej, to jestem Ci winna wyjaśnienie, dlaczego nie byłam podekscytowana możliwością zdobycia nowego zlecenia.

W tamtym momencie absolutnie nie narzekałam na brak pracy, wręcz odwrotnie. Bardzo dobrze opanowałam umiejętność skutecznego pozyskiwania klientów i robiłam to jakby z wrodzoną lekkością. Zdecydowanie gorzej szło mi stawianie granic w odpowiednim czasie i prawidłowa wycena mojego wynagrodzenia.

Wracając do tematu: byłam znudzona, bo w życie zawodowe wbiła się rutyna. Cały czas szukałam czegoś, co by mnie porwało i zafascynowało.

Niestety, powoli traciłam nadzieję, że taki projekt w ogóle istnieje.

PRZEBŁYSK ROZSĄDKU.

W drugiej połowie dnia postanowiłam zebrać się w sobie i zadzwonić.

Pomyślałam, że powinnam docenić szansę i pomimo niezrozumiałych oporów, odezwać się w sprawie potencjalnie nowej pracy.

Wybrałam odpowiedni numer i… zostałam zrzucona.

Cóż za ironia.

Po kilku minutach tajemniczy obcokrajowiec oddzwonił i zaczęliśmy konwersować.

Byłam uprzejma, ale mało zaangażowana w rozmowę, do pewnego momentu…

Mój rozmówca spytał się: czy znam projekt XYZ?

Nie znałam.

Zaczęłam googlować i… to była „TA” chwila kiedy moja ekscytacja odpaliła wrotki oraz wystrzeliła w kosmos.

Gdybym mogła, to zapłonęłabym żywym ogniem i na pewno byłoby mnie widać aż z Neptuna (najdalszej planety od ziemi).

Projekt okazał się być absolutną perłą.

Międzynarodowy event, bardzo medialny, świetna tematyka, super klimat… spełnienie moich zawodowych marzeń.

Postanowiłam wtedy, że zrobię absolutnie wszystko aby pokonać kilkudziesięciu konkurentów i zdobyć to zlecenie.

Wygrałam, zdobyłam i… totalnie straciłam głowę.

MIŁOŚĆ JEST ŚLEPA

Zamroczyło mnie.

Byłam gotowa na wiele ustępstw, byleby tylko dołączyć do zespołu i zacząć działać.

W projekcie XYZ wiele tematów na linii ja kontra klient poprowadziłam naprawdę kiepsko, ale tym razem skupię się wyłącznie na najgorszych błędach wyceny własnej pracy.

Poniżej z największą przyjemnością obnażam przed Tobą listę moich wpadek.

Dlaczego z przyjemnością? Bo ja już wyciągnęłam wnioski, rany się zagoiły, a teraz mogę ostrzec Ciebie abyś w konkretnych sytuacjach postąpiła inaczej.

BŁĄD nr 1: Przez to, że tak bardzo mi zależało, bałam się negocjować i zawalczyć o korzystne warunki współpracy.

Wniosek: W biznesie warto trzymać emocje na wodzy, chłodno kalkulować i pilnować własnego interesu. Niezależnie od tego jak projekt wydaje się być nieziemsko fascynujący – nadmierna ekscytacja szkodzi. Zanim się nakręcisz, to najpierw dowiedz się, jakie zleceniodawca może Ci zaproponować warunki współpracy, sprawdź czy Ci odpowiadają i czy jesteście w stanie się dogadać.

BŁĄD nr 2: Przez to, że tak bardzo mi zależało, nie stawiałam granic, mało zarobiłam i dałam sobie wejść na głowę.

Wniosek: Jakiś czas temu oszacowałam, że (w wielkim skrócie) zajmując się SAMODZIELNIE m.in. komunikacją w mediach społecznościowych ogromnego eventu, na który wybierało się kilkadziesiąt tysięcy osób – zarabiałam około 12,5zł na godzinę. Kwota totalnie nieadekwatna do moich ówczesnych umiejętności, doświadczenia, stopnia odpowiedzialności realizowanych zadań oraz efektów pracy. Moje działania realnie przyłożyły się do tego, że marka nawiązała świetną relację z ludźmi w mediach społecznościowych i właśnie przez te kanały sprzedała najwięcej biletów.

BŁĄD nr 3: Przez to, że tak bardzo mi zależało, nie odważyłam się na renegocjację warunków współpracy.

Wniosek: Przez to, że nie postawiłam granicw odpowiednim momencie i nie doprecyzowałam tego, jak będzie wyglądać freelancerska współpraca –  pracowałam non stop. Odbierałam i odpisywałam na wiadomości od zleceniodawcy nawet o północy i robiłam znacznie więcej niż się na to umawiałam. Jak powinnam zatem postąpić? Przede wszystkim odważyć się renegocjować kontrakt, kiedy mleko się rozlało. A na samym początku budowania relacji – ustalić DOKŁADNY zakres obowiązków, godziny do kontaktu oraz kwotę, którą bym pobierała za wszystkie dodatkowe działania.

Ten projekt był dla mnie ogromnie cenną lekcją, której nie żałuję. Wiedza, którą wyniosłam to cenny know how, którym dziś mogę dzielić się z Tobą.

PLUSY, KTÓRYCH NIE WYNAGRODZĄ ŻADNE PIENIĄDZE

Byłabym absolutnie niesprawiedliwa, gdybym nie wspomniała o wielu pozytywnych stronach tej współpracy.

Poznałam tak świetnych ludzi, że z niektórymi utrzymuję kontakt do dziś. Przeżyliśmy niezapomniane przygody, a sam projekt dał mi mnóstwo satysfakcji. Nie umiem opisać tego, jak wspaniale czułam się podczas tych eventów, patrząc na realne efekty naszej wspólnej pracy, zadowolonych uczestników i cudowne komentarze w mediach społecznościowych.

ROK: 2021

MIESIĄC: listopad

TEMPERATURA: niska

Rozpakowuję walizkę.

Właśnie wróciłam z Sycylii.

Jestem opalona i najedzona na zapas kremem pistacjowym. Tak naprawdę jestem zdziwiona, że moja skóra nie przybrała zielonego odcienia. Pewnie to kwestia czasu.

Jestem wypoczęta, a w mojej głowie pojawił się pewien pomysł, który zamierzam wcielić w życie.

Zabieram się do pracy, a ty jeśli przeczytałaś ten wpis do końca i spodobał Ci się sposób, w jaki przekazuję wiedzę – to koniecznie zapisz się na mój newsletter.

Pozdrawiam czule,

Karolina 🙂