Lifestyle,  Podróże,  Social Media

WOLISZ BIURO, CZY…?

Dawno, dawno temu był taki teleturniej w telewizji „Idź na całość”, który prowadził Zygmunt Chajzer. W wielkim skrócie: w grze chodziło o to aby zaryzykować i wskazać bramkę, w której znajdowała się nagroda lub zonk, czyli…. nic.

Wyobraź sobie, że bierzesz udział w takim teleturnieju i grasz o możliwość wyboru miejsca oraz sposobu wykonywanej pracy.

BRAMKA NUMER 1,

czyli Biuro.

Praca od —  do.

Nierzadko nadgodziny, za które nikt Ci nie płaci.

Zasady, które nie do końca Ci pasują, ale musisz ich przestrzegać, jeśli chcesz należeć do zespołu firmy.

Codziennie te same osoby. Z niektórymi bardzo się zżyłeś, niektórzy są Ci obojętni, a jeszcze inni wyjątkowo grają Ci na nerwach. Masz dość tego, że musisz przebywać z nimi nie dlatego, że chcesz, ale bo musisz. Często nachodzi Ciebie refleksja, że z tymi, których lubisz bardziej, chętniej spotykałbyś się poza pracą.

W biurze specyficznie pachnie. Ten zapach to mieszanka odgrzewanego kotleta z obiadu kolegi, stresu, chaosu oraz cytrynowych środków czystościowych.

Jeśli nie założysz słuchawek, to w tle rozbrzmiewa popularne radio: muzyka pop, przerywana banalnymi monologami prowadzącego daną audycję.

Nie możesz się skupić, więc zakładasz słuchawki. Ale co w momencie, kiedy potrzebujesz się odciąć i pobyć w inspirującej ciszy? Zapomnij o tym.

Co jakiś czas pracownicy grają w głuchy telefon. Powtarzają zasłyszaną plotkę (oczywiście bez weryfikacji, czy jest prawdziwa) i tak ją przekształcają, że ostatnia osoba słyszy kompletnie inną historię.

Standard.

Plotka bardzo często jest krzywdząca i bezpodstawnie kogoś oczernia. Umniejsza cudzej pracy, wchodzi z butami w życie prywatne lub insynuuje karierę przez łóżko.

W firmie zawsze jest dużo pracy i mało pieniędzy na podwyżki lub premie. Kiedy sugerujesz, że robisz o wiele więcej niż powinieneś…. to Twój manager rozkłada ręce i ze smutną miną objaśnia, że pieniążków brak, a sytuacja jest krytyczna. Zaraz po tej rozmowie widzisz szefa, który wysiada ze swojego Porszaka, trzymając w dłoni najnowszą torbę Louis Vuitton. Jak zawsze pojawia się w biurze tylko na dwie godzinki.
Na nogach ma modne botki, oczywiście modnie wystylizowane.
Modnie, czyli bez skarpetek.
Zastanawiasz się, czy to nowy trend, czy faktycznie dopadł go kryzys finansowy?
Szef jest tak zajęty, że kiedy chce się skonfrontować w bardzo ważnej sytuacji, to pisze na messengerze. Nawet, kiedy obwieszcza, że chce kogoś zwolnić. Bidulek, taki jest wrażliwy, że konfrontacje twarzą w twarz zdecydowanie mu nie służą.

W biurze nie jest tragicznie, ale nie masz żadnego wpływu na swój rozwój finansowy, na dobór klientów i na swobodną organizację pracy.

Jest ch*u&(o, ale stabilnie.

BRAMKA NUMER 2,

czyli wybrane miejsce pracy gdziekolwiek na ziemi.

Wiem, że obecna sytuacja zdecydowanie nie sprzyja podróżom. Dlatego warto ten czas wykorzystać na przygotowanie się do czerpania pełnymi garściami z dobrze poprowadzonego freelancerskiego biznesu.

Jest ciepło i słonecznie. 

To moja ulubiona kafejka do pracy w Bari, stolicy południowego regionu Włoch —  Pugli.

Siedzę na zewnątrz i widzę urokliwy plac, palmy, a po lewej stronie szumi Morze Śródziemne.

Ekipa, która tam pracuje już mnie rozpoznaje. Nie muszę mówić co chcę zamówić, bo oni doskonale to wiedzą. 

Aromatyczne espresso i cornetto z białą czekoladą. 

Po kilku godzinach pisania robię sobie przerwę. Wracam do wynajętego mieszkania, zostawiam rzeczy, przebieram się i pędzę na plażę. Pływam w morzu, opalam się, czytam książkę i ładuję baterie.

Po obiedzie wracam do mojej knajpki i, jak tylko otwieram komputer, to dostaję prezent —  kieliszek prosecco. Tak często tam bywam, że zaprzyjaźniam się z obsługą, która robi wszystko, abym w ich miejscu poczuła się jak w domu.

Zazwyczaj z niczym się nie śpieszę, bo mam czas. To zasługa sprytnej organizacji zadań, mądrego planu oraz zdrowych relacji z klientami.

Dobrze zarabiam i selektywnie podchodzę do proponowanych mi zleceń.

Negocjuję bez strachu, bo mogę sobie na to pozwolić.

Czuję się spełniona, usatysfakcjonowana moim życiem, bezpieczna finansowo i wolna.

Pracuję zazwyczaj około 4-5 godzin dziennie. Oczywiście czasem zdarzy się, że siedzę do późnej nocy, ale jest to sporadyczne i nie wpływa negatywnie na moje życie prywatne.

W Bari mam ukochany rytuał: prawie codziennie jeżdżę na moim pięknym, czerwonym rowerze, wzdłuż morza. Najczęściej zmierzam do EATALY, które jest rajem dla wszystkich smakoszy włoskich produktów oraz wina. Sklep przypomina IKEA, ale z produktami jedzeniowymi.

Czy ten rower nie był piękny…? <3

W Bari bardzo szybko poznaję nowych ludzi — lokalsów oraz innych freelancerów. Często żywiołowo dyskutujemy do rana, popijając tanie, ale przepyszne domowe wino. Omawiamy wiele ciekawych tematów. To naprawdę niesamowite poznać te wszystkie inspirujące historie oraz tak dobrze się bawić.

Kogo poznałam?

Profesora historii, który przyleciał pogłębić badania na temat królowej Bony.

Syryjskiego doktoranta, który przed rozpoczęciem wojny dostał się na studia we francuskim Montpellier. Ze łzami w oczach opowiadał co się działo z jego rodziną, która zamieszkiwała zrujnowane Aleppo. Mam nadzieję, że udało mu się ściagnąć najbliższych do Francji oraz wyrwać ich z ognia wojny.

Świetną parę z Czech, która przywiozła ze sobą kontener rozśmieszających papierosów.  Tak jak ja zajmowali się mediami społecznościowymi, a do Bari przyjechali na romantyczne wakacje.

Niezwykle barwne małżeństwo z Polski, które na codzień pracowało w agencji reklamowej K2.

Żywiołowych italianców, którzy pozwolili mi zrozumieć co tak naprawdę oznacza: dolce far niente.

We Włoszech to prawie niemożliwe, aby nie przeżyć płomiennej historii miłosnej. Także i mi przytrafił się romans, jak z komedii romantycznej. Przystojny fotograf poznany na plaży, który robił wszystko aby zdobyć moje serce. Kiedy nasza relacja zeszła na sprawy bardziej przyziemne, przestała być taka kolorowa. Zapewniam, że jeśli kiedykolwiek o tym napiszę – to wpis przeczytasz z wypiekami na twarzy, co jakiś czas wybuchając śmiechem.

Moja praca zdalna w Bari to praca, która nie przeszkadza sferze prywatnej.

Cieszę się życiem i celebruję nawet najmniejsze przyjemności.

Piękną pogodę, poczucie bezpieczeństwa, przyjemną stabilność, smaczne jedzenie, pyszne wino, wolność i relacje międzyludzkie.

A Ty…? Którą bramkę wybierasz?

Zanim cokolwiek pomyślisz… chciałam nadmienić, że wszystko co napisałam powyżej jest prawdziwe. Nie ma tam cienia konfabulacji. Było tak źle, ale było też aż tak dobrze.

Wracają do wyboru, podejrzewam, że bliższa Twemu sercu oraz pragnieniom jest
BRAMKA NUMER 2.

Domyślam się też, że nie do końca wiesz co zrobić i jak wszystko zorganizować aby bez teleturnieju życia wybrać pracę na swoich zasadach.

W czwartek, 12.11. o godzinie 20:00 organizuję bezpłatny webinar, podczas którego opowiem wszystko, na co trzeba zwrócić uwagę podczas startu oraz budowania dochodowego, satysfakcjonującego freelancu. Spotkaj się ze mną online i posłuchaj, w jaki sposób dotarłam do miejsca, w którym jestem teraz. Nie zawsze było kolorowo, nie zawsze było łatwo… ale zawsze znajdowałam rozwiązanie nawet w najbardziej patowej sytuacji.

MOJA FILOZOFIA ŻYCIOWA

Na sam koniec wpisu chciałabym się z Tobą podzielić moją filozofią: praca ma nie przeszkadzać w życiu prywatnym.

Co to oznacza?

Praca nie zajmuje większości mojego życia. Praca jest wyrywkiem z życia, a czas jaki jej poświęcam kontroluję, mając na uwadze balans.

Nie zatracam się w pracy, ale wykonuję ją najlepiej jak potrafię.

Praca pozwala mi żyć, tak jak lubię.

Praca daje mi poczucie bezpieczeństwa, satysfakcjonujące dochody, przestrzeń na pielęgnowanie relacji międzyludzkich, podróże oraz to, co jest mi potrzebne do dobrego życia.

Przemyśl sobie co napisałam i mam nadzieję…. DO ZOBACZENIA! 🙂

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *