fbpx
Freelance,  Podróże

ZAPLANUJ SOBIE WOLNOŚĆ.

Co wspólnego ma dobrze zorganizowany freelance, do totalnie niezorganizowanej wycieczki do kalabryjskiego zad&*ia?
Czytajcie, bo warto. 🙂

Odkąd pamiętam moje życie było pełne niestandardowych zwrotów akcji. 

To mi przydarzały się sytuacje, które dla innych brzmiały, jak barwne historie kreatywnej mitomanki. O tym co mnie naprawdę spotkało mogłabym napisać książkę i jestem pewna, że większą jej część przepłakalibyście ze śmiechu.

To mi popsuł się autobus, podczas drogi na egzamin. Mina wykładowcy, któremu chciałam wytłumaczyć powód spóźnienia była bezcenna.

To ja zatrzasnęłam się w łazience chwilę przed wyjściem z domu na bardzo ważne spotkanie. 

To ja przypadkiem wpadłam przy najbardziej zatłoczonym miejscu turystycznym w Rzymie na chłopaka z Polski, w którym byłam nieszczęśliwie zakochana jeszcze sprzed przeprowadzki do Włoch. Nadmienię tylko, że podczas spotkania zachowałam się, jak “dojrzała” kobieta… mianowicie z przerażeniem rzuciłam histeryczne cześć, a potem… uciekłam. 😀

To ja pomyliłam kiedyś promy i zamiast na Malcie, wylądowałam na sycylijskim zadupiu. Aby dodać pikanterii wspomnę, że znalazłam się tam póóóźną nocą.

To ja kilka lat temu zapomniałam dokumentów na lotnisko i powróciłam z Włoch do Polski, posługując się rozpadającą kartą biblioteczną z rzymskiego uniwersytetu La Sapienza. Powrót nie był taki łatwy – najpierw musiałam dramatycznie poszlochać w różnych miejscach lotniska, aby następnie rozpuścić urzędnicze serca i przekonać je, że mogę wsiąść do samolotu.

To ja w roku pełnym przedziwnych zdarzeń pomyliłam pociągi i zamiast w Toskanii, znalazłam się w totalnie innym miejscu.

I właśnie tej ostatniej przygodzie poświęcę mój najnowszy wpis.

Dlaczego?

Bo właśnie to zdarzenie pierwszy raz dało mi poczucie totalnej niezależności, która jest dla mnie ogromnie ważną (o ile nie najważniejszą) wartością w życiu.

NOC PRZED WYJAZDEM

Noc przed wyjazdem moi bliscy znajomi organizowali imprezę urodzinową. Obiecałam sobie, że wypiję tylko jeden kieliszek wina, a o godzinie 23:00 grzecznie wrócę do domu. 

Planowałam wstać o 9, aby bez pośpiechu zjeść śniadanie, spakować walizkę, zrelaksować się, a potem z wyprzedzeniem udać na dworzec.

Cóż mam rzec… mój plan nie wypalił.

DZIEŃ WYJAZDU

Wino białe, wino czerwone, proseczio, rozmowy do rana, oglądanie wschodu słońca z Gianicolo sprawiły, że w domu pojawiłam się o 8 rano. Poślizg czasowy obejmował „jedyne” 9 godzin.

Mój nowy plan zakładał krótką drzemkę, następnie ekspresowe pakowanie, śniadanie w biegu i pojawienie się na dworcu z bezpieczną rezerwą czasową.

Niestety wstałam po 4 godzinach, spakowałam same niepotrzebne rzeczy, a na dworzec jechałam z obłędem w oczach… błagając, aby kierowca taksówki zamienił się w pirata drogowego.

Zdążyłam na pociąg i nieprzytomna poszłam spać.

Nieokreślony czas potem zbudził mnie kontroler, sprawdził bilet, a ja ponownie odpłynęłam w ramiona Morfeusza.

Otworzyłam oczy. 

Krajobraz za oknem zdecydowanie nie przypominał Toskanii.

Sprawdziłam zegarek. 

Podróż trwała o wiele dłużej, niż zakładałam.

Poczułam lekki niepokój. Wiedziałam, że coś poszło nie tak… 🙂

Po krótkiej rozmowie z pasażerami pociągu zrozumiałam, że… kontroler sprawdził mój bilet iście po włosku, a ja zmierzałam w kierunku… KALABRII!

SERYJNY MORDERCA I POTWORNY HOTEL

Kiedy wysiadłam, na stacji było już dość późno. Nie mogłam sprawdzić gdzie znajduje się najbliższy hotel, bo mój telefon ledwo żył przez wyczerpaną baterię. Dworzec opustoszał w kilka chwil, a jedyna osoba, której mogłam się spytać gdzie dokładnie jestem… wyglądała jak seryjny morderca z tandetnego horroru. Pan nie posiadał karku ani włosów. Posiadał natomiast wielkie mięśnie, rozległe tatuaże oraz złowrogie spojrzenie, którym obdarzał otaczający go świat. 

Telefon umierał, internet wsiąkł w bitowe niebo, a ja totalnie nie wiedziałam gdzie się udać.

Podeszłam.

Nieśmiale przywitałam się i zapytałam, gdzie znajdę najbliższy czynny hotel/pensjonat? Opowiedziałam także zwięźle moją tragiczną historię, licząc na rozładowanie napiętej sytuacji… bez skutku. 

Pan potencjalny seryjny morderca nie wykazał żadnego współczucia, tylko obojętnie odparł, że może mnie zaprowadzić do JEDYNEGO czynnego miejsca noclegowego. (Zapomniałam dodać, że opisywana przygoda wydarzyła się po sezonie turystycznym, a ja wylądowałam na końcu świata).

Szliśmy około 30 minut. 

W ciszy i w ciemności. 

W duchu wyklinałam moją głupotę i obiecywałam, że już nigdy więcej podróżowania na łapu capu (zgadnijcie, czy się udało :D?).

W końcu dotarliśmy na miejsce. Budynek wyglądał przerażająco, cały porośnięty ciemnym bluszczem. Przypominał dom czarownicy, czyhającej na zbłąkane owieczki, które podstępnie porwie, a następnie ugotuje i skonsumuje.

Weszłam do środka.

Było zaskakująco przytulnie, a obsługa sympatyczna.

Bez zbędnych dyskusji dostałam klucz do pokoju, padłam na łóżko i zasnęłam.

BOSKIE WINO

Obudziło mnie ostre słońce. Wyszłam na balkon i obłędny widok natychmiastowo zrekompensował wyrzuty sumienia spowodowane moim wczorajszym wybrykiem. Nadal nie mogłam uwierzyć, że zamiast w Toskanii znalazłam się w Kalabrii… ale uznałam, że samobiczowanie pozostawię na wieczne nigdy i skupię się na pozytywach zaistniałej sytuacji.

Zeszłam na dół, a obsługa pensjonatu powitała mnie śmiechem. Wszyscy wiedzieli o mojej wpadce i nie omieszkali się ze mnie serdecznie ponabijać.

Wcale im się nie dziwię!

Śniadanie zjadłam na tarasie. Do posiłku dostałam karafkę domowego białego wina, które jeszcze przed południem wprawiło mnie w błogi stan tumiwisizmu. Następnie powróciłam do pokoju, zajrzałam czy na mailu wszystko gra i w tempie ekspresowym zebrałam się do wyjścia. Chciałam wykorzystać okazję oraz jak najszybciej zwiedzić miasteczko, w którym tak niespodziewanie się znalazłam.

Miejscowość była piękna, ujmująca, urokliwa… mogłabym mnożyć pozytywne epitety bez końca. 

Spacerowałam po klimatycznych uliczkach, a następnie udałam się na plażę. Pustą, czystą, rajską i sielską. Krążyłam po okolicy jeszcze kilka godzin, jedząc lokalne przysmaki oraz szczodrze popijając je winem. Poznałam też kilku innych turystów, z którymi umówiłam się na wspólne zwiedzanie następnego dnia. Tak… postanowiłam poddać się przygodzie i zostać w moim nowym odkryciu tyle, ile będę chciała. 

Jak dziś pamiętam to uczucie wolności, nieskrępowane konkretnymi godzinami pracy oraz koniecznością bycia na łączach ze swoim pracodawcą. Byłam szczęśliwą freelancerką, która sama decydowała o tym kiedy i gdzie będzie wykonywać swoje obowiązki. 

W Paoli przesiedziałam kilka błogich dni, które spędziłam na spacerach, rozmowach do rana, piciu hektolitrów domowego wina i zjadaniu ton lokalnego jedzenia.

W dniu wyjazdu nauczona doświadczeniem wsiadłam do pociągu (tym razem bez żadnych komplikacji), upewniając się, czy na pewno jadę do Rzymu.

Po dwóch godzinach drogi zobaczyłam niesamowity widok, który sprawił… że przy kolejnej stacji…. wysiadłam i przeżyłam kolejną niezapomnianą przygodę, romanso-komedię omyłek.

Do domu wracałam 7 dni. O tym co w tamtym czasie nawyrabiałam opowiem innym razem.

Podsumowując moją przygodę, chcę Wam coś przekazać:

Praca nie musi przeszkadzać w życiu.

Praca nie musi determinować naszego planu dnia.

Praca nie musi ograniczać i stresować.

Praca na freelancie może być dochodowa, dająca poczucie bezpieczeństwa oraz stabilizacji.

Wszystko jest kwestią mądrych ustaleń, odpowiedniej komunikacji z klientem, pilnowania terminów oraz samodzielnej organizacji pracy.

Tylko tyle i aż tyle.

1 komentarz

  • Grażyna

    Masz wspaniały styl pisania i lekkie pióro, wspaniałe rozwinięty storytelleing. Jestem po raz drugi pod wrażeniem i czekam na dalszą cześć.
    Ja pracuję głównie w necie, ale miałam wiele myśli, ze cis w tym jest nie tak, ale widzę, ze jest super i moje serce pcha mnie w dobrą stronę.
    Dzięki za wspaniały wpis i czekam na wpisy związane z Twoimi wyjazdami, bo to utwierdza mnie w przekonaniu, ze idę w dobrą stronę – stronę wolności.

    Pytałaś mnie o czym chciałabym poczytać? Właśnie o tym jak to się zaczęło, jak żyjesz wolnością, jak pracujesz. Jesteś tą osobą, której szukałam 😁, by potwierdzić swoją decyzję o uzyskaniu wolności i pracy w zgodzie ze sobą 😘😘😘

    Pozdrawiam,
    Grażyna P.

    P. S. Czekam na dalszy ciąg ❤️

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *